Skok  świadomości

Autor: Radosław Kiliński

 

 

Świadomość życia powolnie rosnącego drzewa (jakby nigdy niestarzejącego) pnącego się ku górze, ale i też schodzącego w głąb ziemi, tworzy klepsydrę swoistej świadomości połączoną z materią gwiezdną naszej planety, w której duchowy zasób tradycji, pojęć i mitów życia stanowi całą mądrość, jaką na dzień dzisiejszy człowiek posiada. Przyroda więcej nam mówi o nas, niż wszystkie mądre głowy tego świata, gdyż stawia nam opór. Las, który podobnie jak nasze cywilizacje potrafi ewoluować, rośnie w harmonii drzewo przy drzewie, kołysząc się w rodzaju niepojętej zgody oswajając się z tajemnicami naszej przemysłowej „Iliady” postępu do nikąd. Pomimo mniejszości w jakiej chwili obecnej się znajduje, potrafi człowiekowi uzmysłowić prawdę oczywistą, że czas niesie człowieczeństwo jak rzeka w ocean, a wkraczająca świadomość w erze Wodnika, to swoista okazja do tego wniosku i ostatni dzwonek do uprzytomnienia, czym tak naprawdę jest szczęście, choćby najskromniejsze nie jednostkowe, lecz zbiorowe. W świecie antycznym nasi przodkowie patrząc w niebo i obserwując świat przyrody - mając takie życie a nie inne, zadawali sobie nawzajem nurtujące pytania i wspaniale na nie potrafili debatować. Nieświadomie z takiego obrotu zrodziła się filozofia, co w tłumaczeniu oznacza umiłowanie mądrości.  Z kolei jeszcze inny przodkowie w swym postępowaniu ustanowili prawo, wprowadzając obyczaj porządków. Wśród tych dwóch zagadnień ‘’filozofii greckiej i prawie rzymskim’’ zawsze w toczącym się życiu istniała religia, różniąca się od narodów, wierząca w zjawiska nadprzyrodzone - była i jest najdelikatniejszą kwestią dla człowieka w pokładach psychologii.  Wypada napisać, że świat, w jakim żyjemy skonstruowany jest na trzech filarach: filozofii, prawie i religii – są to trzy paradygmaty, które scaliły nasze postępowanie w jednym słowie: „n a u k a” definiującą ogół wiedzy ludzkiej ułożonej w system zagadnień czy też dyscyplin badanych, odnoszących się do pewnych dziedzin rzeczywistości. Jesteśmy tym, co tworzymy i jak myślimy wspólnie, żyjąc tu na ziemi.

 

Wszyscy wiemy, że nasz Układ Słoneczny mieści się w galaktyce Drogi Mlecznej, ale chyba niewielu z nas uzmysłowienia sobie rozmiar naszej galaktyki. Można by się pokusić o pytanie jak wielka jest Droga Mleczna? Ile światło potrzebuje czasu by pokonać ją z jednego końca na drugi? W ludzkim rozumowaniu wydaje się wręcz niewyobrażalne. Bardziej potrafimy sobie wyobrazić przebytą drogę światła z naszej centralnej gwiazdy ku nam ziemianom, która wynosi ponad 8 minut i tym ciekawsze w tej osobliwości jest to, że jak dotrze do nas, to staje się już przeszłością. Czy można wobec tego wyobrażać sobie czas pokonania galaktykę z prędkością światła? Czy 100 tys. lat świetlnych coś nam uzmysławia? - Tyle czasu potrzebuje światło by taką drogę przebyć.

 

Pokusa by stwierdzić, że tak uzmysławia zależy tylko od nas. Wystarczy wyjść w bezksiężycową noc i spojrzeć gołym okiem na pasmo Drogi Mlecznej, i dać się ponieść wolą wyobraźni, jakim to mikroskopijnym kurzem jesteśmy w ocenie kosmosu. Tym bardziej, że nasz Układ Słoneczny jest oddalony 30 tyś. lat świetlnych od środka Drogi Mlecznej.

 

Spora grupa osób interesująco definiuje myśl, że planeta Ziemia jest niczym innym jak statkiem kosmicznym, który podąża za naszą centralną gwiazdą, gdzie odległość ziemskiego Koraba do Słońca zmienia się od 147,1 mln km w styczniu do 152,1 mln km w czerwcu. W obecnej chwili ziemski kosmiczny statek przewozi około 7,5 mld obywateli ziemskich, nie licząc zwierząt i samej ożywionej przyrody. Genialne jest to, że nasz dom sam w sobie tworzy harmonię -  zapewnia nam tlen, wodę i pokarm, niezastąpione pierwiastki tak potrzebne do wspólnego egzystowania. Oprócz tego chroni nas z zewnątrz swoim polem magnetycznym, dzięki czemu czujemy się bezpieczni i możemy żyć spokojnie. Naprawdę trzeba sobie uzmysłowić jakim to wspaniałym darem planeta Ziemia nas obarczyła. Codziennie chodząc do pracy, szkoły, wychowując kolejnych potomków obywateli ziemskich, rozwijając przy tym własne talenty i zainteresowania, ocieramy się świadomie bądź nieświadomie o niezwykłości każdego dnia. Tą niezwykłością jest Przyroda! Potocznie zwana matką Gaja, produkującą tlen, pokarm i wszystko co jest potrzebne, by funkcjonować w materii. Ziemski wahadłowiec dosłownie obejmuje na swej powierzchni aż 70 proc. wodę morską, co kiedyś hipnotyzowało moje poczucie myśli. Zaledwie 30 proc. to stałe lądy, które ma człowiek w posiadaniu - może na nich uprawiać rolę, budować domy i kształtować ustrój tak, by cieszyć się z doczesności pełną piersią. Należy podkreślić kwestię, że 70 proc. wód morskich jest jednym z pary płuc produkującym nam tlen. Właściwie bez oceanów nasz pojazd kosmiczny nie nadawałby się do życia. Oprócz tlenu oceany regulują energię pomiędzy kontynentami, destylują wodę, która paruje tworząc chmury, a te unosząc się z prądem przybywają na kontynenty i w zależności od temperatury oddają wodę z powrotem do ziemi. Drugą z pary płuc są rzecz jasna lasy. Obrazowo w taki o to sposób, w bezkresnej przestrzeni kosmicznej płynie nasza planeta, z całą ludzkością na pokładzie wożąc ze sobą tlen, który przez cały czas jest przywracany do stanu używalności za pomocą szaty roślinnej jak na lądach, tak i w wodzie. Podobna zasada ma się z wodą pitną, która od zarania dziejów jest w odnawialnym obiegu. Przyroda nam to wszystko gwarantuje, codziennie daje nam cuda i to jest „obiektywna rzeczywistość”, o której warto zawsze pamiętać!

 

Tak się dzieje na Ziemi. Natomiast na zewnątrz w przeogromnym wszechświecie również panuje równowaga, która zachodzi i rozwija się w materii i antymaterii, poprzez czas i przestrzeń. Wygenerowana dzięki kumulacji przeciwstawnych energii (nazwijmy to potocznie plusem i minusem, które często będą używał na kartach tej rozprawki), wprowadzając istotnie ruch i tym samym ewolucję rozwoju, jakie to energie stworzyły, i tworzą dalej na zasadzie przeciwstawieństw +/- jakiegokolwiek atomu. Gdy patrzymy w niebo, widzimy emanujące światła niezliczonych ilości gwiazd a pomiędzy nimi ciemną materię, która tętni niewidzialną energią i jest niewyobrażalną trampoliną życia. Nauka dziś mówi, że Wielki Wybuch powstał 13,7 miliarda lat temu, i tuż po wybuchu energia i materia, czas i przestrzeń były nie do odróżnienia. Po sekundzie takiego wybuchu nieprzejednany w swej temperaturze gaz zwany plazmą (Słońce jest niczym innym jak budową plazmy) był na tyle dynamiczny w swej rozgrzanej błyskotliwości, że stworzył z tej energii cząstki zwane kwarkami, które to dobierając się tworzyły protony i neutrony - pierwotne cegiełki atomu. Czas szedł do przodu, obszar po wybuchu zaczął stygnąć, a wtedy jądra zaczęły podporządkowywać sobie elektrony, tworząc podstawę wszechświata w atomach wodoru i helu. Wówczas wszechświat zaczął się sam kreować wypełniając się gazem, ciemną materią (energią) i przede wszystkim grawitacją. Dzisiaj wszechświat jest tak rozciągnięty w czasie i tak majestatycznie ma wszech-ogromną głębię i tyle symbiozy, że błędem byłoby myśleć o naszej wyjątkowości.

 

Fizyka kwantowa jakże współczesna to i nowa nauka obserwowania kosmosu. Na dzień dzisiejszy zasób wiedzy w poznawaniu jej konfrontuje myśli najznamienitszych uczonych, niemogących schwycić istotę rzeczy dziejących się w uniwersum – tą istotą rzeczy jest „ciemna energia i materia”. Powoduje, że myśli są jak w przypowieści o „jaskini Platona”. Refleksje na temat cząstek elementarnych, z których jest zbudowany wszechświat, do dnia dzisiejszego w spekulacjach tworzą sytuację patową i w takim samym usidleniu ma się sytuacja z kształtem atomu w zarodku.

 

Nauka nie potrafi uargumentować, jaki kształt (a właściwie ducha) może mieć atom i tym samym jądro atomu, tak jak nie potrafi zdefiniować, czym jest ciemna energia, pomimo, że wie, że coś takiego istnieje, działa i nas wypełnia - nie potrafi udowodnić, ale wie! Dlatego też pozwolę sobie porywająco zabawić się w beztroskiego sympatyka „umiłowania wszelakiej myśli” i na zasadzie przepływających informacji i własnego światopoglądu przedstawić w miarę interesująco swoje sugestie, dając szanownemu czytelnikowi spojrzeć nieco inaczej na kosmobiologię, z którą ma do czynienia nierozłącznie astrologia. Bo przecież astrologia, która nieustanie poszukuje źródła prawdy w człowieku, w historii swej, jako nauka jest jedną z pierwszych wybranek przez ziemianina. Już neandertalczyk zadzierał głowę do góry i tworzył myśli wokół tego, co widział, a maksyma pojęcia „jak na górze tak na dole” łączy wszystkie epoki w historii ludzkości bezwzględnie. 

 

W tej chwili wiemy, że cała materia we wszechświecie zbudowana jest z maleńkich ziaren nazywanych atomami, które poprzez swoją zasadę energii wzajemnej gonitwy plusa i minusa tworzą kosmos tak żywy i niezbadany jak samo życie tu na ziemi, które mimo tak współczesnej zaawansowanej nauki i techniki czeka na odkrycie, opisanie i skatalogowanie wciąż oszałamiające 86 proc. wszystkich gatunków lądowych i 91 proc. morskich. Jest to pierwszy przykład kosmobiologii odzwierciedlenia skali makrokosmosu do mikrokosmosu podobieństwa panującego tu na ziemi. Powietrze, woda, rośliny, tkanki żywych organizmów - substancje z pozoru tak różne, składają się z podobnych atomów różniących się między sobą rozmiarem i sposobem rozmieszczenia. A żeby było jeszcze ciekawiej, to „przyroda” nie ma żadnych granic - jest w harmonii i łagodnie łączy się od prostych do skomplikowanych form. Mądrość uczonych dowiodła, że wszystko co żywe na planecie Ziemia, poczynając od bakterii a kończąc na człowieku, ma zgodność struktury i funkcji w białku. Wobec tego wszyscy pochodzimy z tego samego aminokwasu, a więc wszystko jest jednością i śmiało mogę napisać, że jesteśmy odzwierciedleniem góry . Wszyscy to czujemy, że Natura jest wielkim żyjącym sercem, a każde zdarzenie ma w niej swoje znaczenie i wiąże się z wszystkimi innymi zdarzeniami. Procesy kosmiczne mają odpowiedniki na Ziemi, a Wielki Wybuch będący niegdyś fizycznie mocno ściśniętą całością, skutkował powstaniem światła oraz energii, które istnieją do dziś i tworzą fale energetyczne stale rozprzestrzeniającą się w kosmosie, no i to, że tak się stało, stale będzie nas wiązać z makrokosmosem w skali mikro.

 

Obecnie układ okresowy pierwiastków w postaci tablicy Mendelejewa zweryfikował 118 pierwiastków chemicznych uporządkowanych według ich rosnącej liczby atomowej. Jednak z tej całej grupy najmniej wiemy o trzech najlżejszych pierwiastkach, do których należą: wodór, hel i lit. Pozostała liczba pierwiastków ukształtowała się z gwiazd i nie robi nam tyle zamieszania, co te trzy najstarsze atomy zrodzone w Wielkim Wybuchu. Skoro nauka ma problem z trzema podstawowymi pierwiastkami, które wypełniają ciemną materie, to jak ją zdefiniować? Czym w ogóle ona jest? Najprościej odpowiedzieć niewidzialną energią;-). Kosmos, jaki wielki by nie był w konstrukcji swej, jest w posiadaniu 30 proc. materii świetlistej zwanej skupioną - zawiera wszystko co możemy zmierzyć, zobaczyć, porównać w masie, gęstości i objętości. Pozostałe 70 proc. to niewidzialna ciemna energia, o której mało wiemy i nie potrafimy okiełznać naukowo.

 

Taki przejaw proporcji wielkości 70% do 30% chcąc czy nie chcąc wzbudza we mnie filozofię lustrzanego odbicia kosmobiologii mikrokosmosu tu na ziemi. Ziemski wahadłowiec dysponuje taką proporcją wszystkich wód morskich do stałych lądów. Taka korelacja potrafi pobudzać wyobraźnię, bo przecież i nasze płyny ustrojowe stanowią około 70 proc. masy ciała i są ważnym przewodnikiem elektromagnetycznym, który scala pozostałe 30 proc. cząstek elementarnych, z których jesteśmy zbudowani. Mało tego, woda jest naszym najlepszym lekarzem i łączy nas na równi z przyrodą. Tak jak woda dominuje na ziemi, tak przestrzeń kosmiczna jest zdominowana przez ciemną materię, która choć niewidoczna, to emanuje niewyczerpalnym bogactwem zjawisk, wypełniona poprzez jazgot energii przeciwstawieństw plusa i minusa. Ok. Ale o co dokładniej mi chodzi?  Jak wiemy wszystko jest zbudowane z atomu. W każdym atomie występują trzy typy podstawowych cegiełek, z jakiej jest zbudowana otaczająca nas materia. W szkole nas nauczyli, że jest to proton, neutron i elektron, ale w samym jądrze są jeszcze mniejsze cząstki, które nazywają się „kwarkami” i są fundamentem jądra. Kwarki mogą oddziaływać mocno, słabo i przede wszystkim są elektromagnetyczne!  Działają na siebie i tutaj nauka jest bezradna, bo nie umie ich zobaczyć ani udowodnić jak mogą działać, i przez taki obrót sprawy kwarki w jądrze atomu uczeni nazwali „więzione”. Te więzione kwarki mają wielką tajemnicę samego poczęcia wszechświata i pomimo, że są niewidzialne jakby były widmem, ogniskują w sobie energię dodatniego i ujemnego ładunku zjawiskowych sił. Zatem muszą takie atomy w ciemnej materii być ze sobą powiązane boskim planem, tworząc charakter spiralnych struktur, jak również posiadać w tej spiralnej strukturze naturę falową, bezustannie i niezależnie być względne do całości jak i do indywidualnej jednostki. Wody oceaniczne na ziemi porównując w skali mikro, właśnie w taki sposób się objawiają - pokonują czas i przestrzeń falując, potrafią się ze sobą łączyć i adaptują się wzajemnie. Taka struktura może być tylko spiralna na kształt okręgu, ponieważ ze wszystkich form koło jest strukturą najdoskonalszą, jest figurą, która ma taki sam kąt w każdym miejscu i zawsze się domyka. Zresztą wystarczy spojrzeć jak zbudowane są galaktyki, mgławice, jak sformułowały się gwiazdy, jaki kształt osiągają planety i ich orbity.

 

Mój głos w tej dyskusji, z którą się dzielę może być kompromitujący, ale jak każdy człowiek ma własne refleksje, które skłaniają mnie do wystawienia tezy, że w jądrze atomu kwarki to jest nic innego jak nieskazitelna czysta boska świadomość, a ciemna energia, która wypełnia bezkres wszechświata, to przejaw woli boskości, która jest zależna tylko od naszej medytacji myśli i świadomości w postępowaniu. Co oznacza, że swoją intencją czystości umiłowanych myśli (plus/minus – pozytywny/negatywny) dokonujemy permanentnie zmian na każdym polu, wiążąc własne myśli, które w ciemnej materii konsolidują energię tworząc fraktale i scalają nasze dążenia, by móc stać się tym, kim w podświadomości chcemy się stać. Oczywiście dotyczy to wszystkich form życia we wszechświecie. 

 

Argumenty żeby tak myśleć wzięły się z obserwacji w przyrodzie i jej żywiołach. Nie są to, zatem argumenty mocne, scementowane w posadach, raczej są sprawą delikatną jak wiara, że w przyrodzie nic ginie. Kwarki uformowały się sekundę po Wielkim Wybuchu i są nieosiągalne w ludzkiej namacalności dowodu - są ładunkami elektromagnetycznymi czterech różniących się od siebie potencjałów, z czego dwa potencjały są osobliwością energii dodatniej i dwa potencjały osobliwością energii ujemnej, dzięki czemu stwarzają możliwość nachodzenia na siebie naprzemiennie.  Właśnie w kwarkach potencjał energetyczny tworzy emanacje tego samego pola o innej przebojowości z drugą i tutaj astrologia wspaniale umożliwia zrozumieć istotę takich przejawów. Fundamentem nauk astrologicznych jest dwanaście różnych sfer przypisanych do dwunastu znaków zodiaku (każdy równy 30 stopni), gdzie panuje nierozerwalny układ pomiędzy naszą planetą a całym Układem Słonecznym. Dzięki temu poznajemy pozycję planet w znakach zodiaku, które mają swoją polaryzację taoistycznej filozofii energii Yin/Yang  (negatywne-yin: woda; ziemia / pozytywne-yang: ogień; powietrze). Energie te w swej metafizyce stanowią nierozerwalny aspekt całego wszechświata i w swym ujęciu pierwotnych wiecznie się zwalczających sił obserwujemy na każdym kroku w mikro i makro skali. Dwanaście znaków zodiaku są podzielone na cztery energetyczne żywioły: ognia, wody, ziemi i powietrza wpisanych w koło – symbol boskiej wieczności. Otóż te pogrupowane żywioły uzupełniających się sił plusa i minusa różnią się od siebie emanacją potencjałów, i ten przejaw ma bardzo istotne znaczenie. Siły Yin/Yang mają łącznie cztery potencjały osobliwych niewykrywalnych energii: ogień symbolizuje uwolnienie się z jednego stanu skupienia w drugi, powietrze emanuje skupienie w gazach, woda w płynach a ziemia w ciałach stałych. Oczywiście jest to przykład by zobrazować sensownie lotność potencjałów, których nie idzie dotknąć ani zobaczyć, ale można je bez problemu wyczuć poprzez ujęcie, jakie dana osoba wokół własnej aury tworzy. Cztery żywioły wiecznie będące w ruchu są bardzo znamienne w momencie przyjścia boskiej istoty na świat. Każdy z nas, bowiem ma w sobie cztery żywioły, które nigdy się równoważą, zawsze jakiś dominuje bardziej. Stąd charakter człowieka przejawia się poprzez „temperament” i od momentu urodzenia będzie dążył do ujęcia tak ważnej równowagi duchowej. Tak się dzieje w przejawie atomów w ciemnej materii. Kwarki w centrum jądra dzielą się na: dwa odmienne potencjały dodatniego bieguna i dwa odmienne potencjały ujemnego bieguna – energia plusa i minusa ustawiona visa vis tworzy w krzyżu emanacje pod kątem takich potencjałów, aby wywierały naprzemienne nachodzenie się na siebie i wytwarzały „kołowrotek” energii nakręcając spiralę. Streszczając prościej: mamy cztery potencjały postawione naprzeciwko siebie na krzyż o dwóch przeciwstawnych energiach plusa i minusa, które nie potrafią się równoważyć idealnie, tylko zawsze lekko nachodząc w swoje granice wprawiają potencjały energetyczne w ruch, który będzie zawsze spiralny. To powoduje, że niewykrywalna energia w ciemnej materii jest wielką siatką połączonych ze sobą fraktali.  Jest to dla świadomości niesamowicie pomocne po to, by scalać swoje tylko szczere myśli serca w medytacji i kierować jak mantrę do boskiego światła. Kto nie kocha naszej przyrody? Trzeba zwrócić uwagę, że jak człowiek przebywa na łonie natury i koncentrując się wsłucha się w jej rytm, to usłyszy ciszę i harmonię! I nie ważne czy jest w lesie, czy nad wodą, zawsze usłyszy zew czterech żywiołów.   

 

Arystotelesa podejście do spraw materii i formy niech w tej rozprawce będzie samolepną spiralą skoku w świadomości, o którą tak bardzo era Wodnika będzie zabiegać. W istocie ten wspaniały miłośnik przyrody sprzeczał się z Platonem o przyczynę materii i formy tak jak Einstein sprzeczał się z Bohrem o atomistyczność natury. Pomiędzy tymi mądrymi głowami istniała dźwignia „wymiany myśli”, tak jak istnieje w tej chwili dźwignia myśli pomiędzy mną a szanownym czytelnikiem. W tych dwóch zdaniach, które napisałem powyżej jest zawarty klucz, który brzmi „ś w i a d o m o ś ć”. Etymologia słowa świadomość jest tak elektryczna i tajemnicza jak u Arystotelesa istota myśli nad formą i materią, w której to powiązuje duszę i ciało zamieszkującą planetę Ziemia nierozerwalnie. U Arystotelesa dusza spełnia tyle funkcji ile spełnia ciało i wyrażał trzy zależności: 1) Dusza wegetatywna, która występuje u roślin, jest odpowiedzialna za odżywianie, rośnięcie, nie może postrzegać. 2) Dusza zmysłowa, która występuje u zwierząt, ma zdolność postrzegania, dzięki tej zdolności doświadcza różnych popędów i uczuć. Jest to początek występowania funkcji psychicznych organizmów. 3) Dusza rozumna, która występuje i charakteryzuje człowieka, ta zdolność i funkcja jest jednocześnie najwyższą i najdoskonalszą funkcją i częścią duszy. Rozum, który kieruje wolą, nazywany jest rozumem praktycznym, natomiast, jeżeli mam do czynienia z poznawaniem, wtedy jest to rozum teoretyczny. I taka korelacja wymiany myśli, którą zobrazował Arystoteles i scalił w trzech grupach łączy jedna wspólna wież - jest nią atomiczna świadomość, wywodząca się z Całości. Na samym szczycie tej drabiny stoi Człowiek, który żyje całym życiem przyrody.

 

   Elektryczność jest niezauważalna, pomimo, że jest i na dobrą sprawę panuje wszędzie, w powietrzu tym bardziej. Ciśnienie atmosferyczne, temperatura, czystość i wilgotność powietrza są przyjmowane przez organizm ludzki pozytywnie lub negatywnie i wpływają na stan psychiczny i fizyczny człowieka. Otaczające nas powietrze składa się z cząstek i atomów gazów elektrycznie obojętnych. Atmosfera ma swoje własne pole elektromagnetyczne, a człowiek poruszając się wokół własnych spraw na ziemskim statku kosmicznym nie zdaje sobie sprawy, że przebywa w obszarach magazynowania się elektryczności. Pod stopami ma ujemnie naładowaną powierzchnię ziemi, a w atmosferze dodatnią naładowaną górną warstwę atmosfery – pomiędzy nimi jest nieodczuwalne nieustanne naelektryzowane pole, które jonizuje nam powietrze. Ładunek dodatni Kosmosu i ładunek ujemny Ziemi tworzą czynniki leżące u podstaw całego rozwoju arystotelesowskich trzech grup. Grawitacja i elektryczność ziemskiego wahadłowca wciągają ziarno do jej środka, a majestatyczna duchowa siła Kosmosu wyciąga je ku górze.

 

Wszystko ma sens i tutaj przyroda ponownie robi wielki ukłon dla swoich obywateli ziemskich. Dlaczego tak chętnie lubimy przebywać w lasach, na łąkach, w pobliżu wodospadów, nad jeziorami, blisko morza?  Łatwo odpowiedzieć, bo w przyrodzie odnajdujemy spokój, łapiemy równowagę i odprężamy się. Środowisko naturalne najmniej zakłócone przez człowieka ma najlepsze pole elektromagnetyczne charakteryzujące się idealną harmonią w swoich żywiołach i do tego samoistnie leczy. Nasze gwiazda dostarcza swoimi promieniami witaminę D3 tak ważną dla tkanek kostnych, jod nad morzem to prawdziwy zbawca dla najmniejszych istot i matek karmiących. Lasy na dzień dobry poprawiają nastrój swoją przebogatą barwą zieleni, wody w jeziorach wspaniale masują. Kiedy człowiek jest zmęczony, wówczas w sposób naturalny stara się trafić do zieleni lasu, usiąść na żółtym piasku, patrzeć na błękit wody? Czyżby nami kierowała podświadomość?  

 

 W astrologii koło jest przejawem pracy nad sobą by zrozumieć swoją ścieżkę, a planety krążące wokół naszej Centralnej Gwiazdy w Układzie Słonecznym są drogowskazem by zrozumieć swoją naturę. Możemy być marnym robakiem, który w pocie czoła wygrzebał się z gliny, jednak, pomimo, że strudzony i umorusany, żarem swojego serca będzie hartował etykę swoich myśli i gdy osiągnie stan wewnętrznej harmonii, wtedy wszystko jest możliwe.  Demokracja epoki Ryby odkryła, że w egoizmie własnych interesów poprzez ekspansję krwawicy kultury politycznej, religijnej i terytorialnej masowo można znieść wszystko. Minęło sporo czasu – 2.5 Tysiąca lat, które powinny nam uzmysłowić, w jakim miejscu się ludzkość znajduje. Osobiście, jako pojedyncza istota gatunku ludzkiego śmiem napisać, że ciągnie ludzkość jak magnes w spory, dlaczego? Czy w ludzkim powołaniu nie ma miejsca równowagi na beztroski spokój i zrozumienie, jakie panują w lasach? Wychodzi na to, że wszystko w człowieku jest paradoksalne i niezbadane, a przecież królestwo człowieka tkwi w nas samych - w sercu, i ten paradoks przewrotny, trudny i niepojętny w pojęciu świadomości ludzkiej tak naprawdę przeważnie jest wypierany korzyściami materialnymi, wobec których stawiam znak równości na równo z egoizmem miłości własnej. Przyjęliśmy prawidła gry i gra formuje nas na swoje podobieństwo, zatem ciężko jest coś zmienić garstce ludzi, którzy dostrzegają ten problem. Starsze pokolenia - dzisiejsi pięćdziesięciolatkowie wspominając dzieciństwo, okres czystych wód, zdrowych lasów, nieskażonej żywności, mają to w wspomnieniach. Młodsze pokolenie nie łowi raków w rzekach, nie skacze w gumę, nie chodzi po drzewach i zrywa owoce. Młodsze pokolenia ma smartfona w kieszeni i ponad sto programów w telewizorze.  Fale przypisane w symbolu Wodnika trafiają do sedna. Może być to symbol elektromagnetyczności myśli, co porwie nie jednostkę a grupę w swej świadomości, która mocą ducha zacznie tworzyć wspaniałe fraktale w ciemnej materii i zmieniać koło wydarzeń z ekspansywności terytorialnej w ekspansywność ducha przyrody. Pamiętajmy, że drzewo to symbol życia jest! Od Drzewa zależy wszystko, woda tlen – dom sam w sobie. Zamieszkuje w nim mnóstwo istot: Mrówki, Owady, Dzięcioły, Ptaki, Węże, Małpy i wiele innych wspaniałych istot. Jest odgromnikiem by nasze domy mogły funkcjonować w rodzinie. Drzewo nam daje dużo możliwości: herbatki, owoce, ogień, cień, śpiew ptaków, magiczną gamę kolorów, wspaniałe dzieciństwo, przygodę myśli, spokój starości.

 

Dbajmy o przyrodę!

 

Dziękuję za dotrwanie do końca i mała prośba: każdego dnia postarać się zamknąć oczy, uspokoić oddech, uśmiechnąć się w myśli i zasadzić drzewo :-) No ile taka chwila nas kosztuje?

 

Autor: Radosław Kiliński.